Francja jest dla mnie krajem, po ktorym moglabym podrozowac latami i zawsze znalazlabym jakies ciekawe miejsce. Regiony roznia sie od siebie nie tylko pod wzgledem architektury, ale rowniez akcentow, kultury, stylu ubierania, stylu zycia, tradycyjnych potraw. Wjezdzajac do jakiegos regionu ma sie wrazenie jakby zmienialo sie panstwo. Do tej pory poznalam slawetne Nord Pas de Calais, bylam tam na Erasmusie przez pare miesiecy, jak opowiadam to teraz poludniowcom to tylko troskliwie kreca glowami "a co Ty, dziecko, tam robilas". Mam cudowne wspomnienia z tego okresu, nauczylam sie jesc bardzo smierdzace sery (Rustique byl moim pierwszym), pilam pierwsze francuskie wina, przezylam pierwszy francuski romans (albo raczej algieryjski ;)). Swoj jezyk francuski srednio tam podszkolilam, bo po angielsku mozna sie bylo niezle dogadac, francuskim wladalam swietnie dopiero po paru aperos. Procz Pas de Calais pomieszkalam troche w Normandii, skad pochodzi moj chlopak, bylam na winobraniu w Cassis, czyli Prowansja, a nastepnie w regionie Bordeaux. Pracowalam na Korsyce podczas lata 2009, ale najmilej wspominam dwa sezony narciarskie w Savoie. Ostatnio pomieszkuje w Alpes Maritimes, miedzy Parc Mercantour i regionem Niceii.
Francja piekny krajem jest, nie da sie tego ukryc. Trzeba ja jednak mocno kochac, zeby wybaczyc jej wady, w szczegolnosci, te administracyjne. Ostatnie dwa tygodnie spedzilam na polnocy, oto troche migawek z Lille.


Marche aux livres - stars rynek uzywanych ksiazek znajdujacy sie w La Viellie Bourse na Grande Place. Mozna tam pomyszkowac od wtorku do niedzieli.


Moja ulubiona ksiegarnia we Francji i zarazu najwieksza w Europie La Furet du Nord




Cudna herbaciarnia/czekoladziarnia Meert. Zachowana w starym, dosc wystawnym stylu. Mozna sie tam napic prawdziwej (!) goracej czekolady.


